Komandos

Jeździli za mną cały dzień. Wyszedłem rano- dwójka pod blokiem, w samochodzie. Wysiadłem z autobusu, też poszedł za mną jeden. Sterczał cały dzień pod uczelnią. Coś tam niby zagadywał, ankietował, ale wiedziałem, że czeka na mnie. W ogóle to był dziwny dzien. Na mieście pełno podejrzanych typków. Próbowałem jakoś kluczyć, ale gdzie bym nie wszedł to oni byli. W dresach, w garniturach, w garsonkach, w podartych spodniach. Gdzie bym nie poszedł, to ktoś coś chciał ode mnie. Już myślałem, że ich zgubiłem. Powrót do domu sześcioma autobusami. W jednym nawet spotkałem kolesia w okularach 3D. Miałem kebab. Mówił, że widzi dwa kebaby. Nieistotne.

Upiłem się dla zmylenia przeciwnika, ale nic to. Wracam. Przez cmentarz, oczywiście dla kamuflażu, wychodzę, a za mną szacowny jegomość. Nie pierwszej świeżości, ale z oczami jak brzytwa. Odprowadził mnie do domu, zamknął wzrokiem drzwi na klucz i czeka tam pewnie. Może do rana, może ktoś go zmieni. Nie wiem.

Ale to dlatego, że oni wiedzą, że ja mam plan, że o wszystkim już wiem. Ktoś mnie musiał wsypać. Tak to jest, ufa się ludziom, a oni później gwałcą to zaufanie. I rodzą się bękarty nieufności. A jakie to dziecko może być z takiego chuja?
Ja wiem kto to zrobił. Raz tylko jeden powiedziałem, że wiem jak rozwiązać całą tą sytuacje. Na początku śmiał się, później spoważniał, ale ja już wtedy wiedział, że to ze mnie rąk do końca życia nie będzie mógł umyć.

7 komentarzy: