Tak

Znajdziemy jakieś ciche mieszkanko na poddaszu. Będę sprzątał, prasował, gotować nie umiem. Ale nauczę się! Później pozmywam, kawę zaparzę. Wieczorem wyjdziemy do kina. Po kinie kulturalnie - grzane wino. Potem do domu. To będzie takie ciepłe mieszkanie na poddaszu. Jak bedziemy wychodzic to bedziemy zostawiac zaswiecone światło, żeby od razu było włączone jak przyjdziemy.

Masowałbym ci szyje, plecy, stopy, ale to po kompieli dopiero. A wiesz, kąpiel to by byla nie lada. Wanna by byla wielka, okrągła, ale wygodna. Stałaby na środku dużej łazienki. Albo nie. Nie mieszkanie na poddaszu. Dom pod lasem na peryferiach. Z poddaszem oczywiście, ale takim niskim. Na dole byłby kominek, w zimie choinka z lasu. W lecie siedzielibyśmy w ogrodzie. Wiesz, tak trochę leniwie, na leżakach, na trawniku. Niedaleko nas byłoby oczko wodne, ta taka nasza leniwa letnia cisza.
Od czasu do czasu przerywałby ją tylko plusk. Delikatny. Plusk z tego oczka, jak jakas ryba ogon ponad powierzchnie wystawi.

Wieczorem, ale to jesienią. Zerwałaby się taka straszna burza. Ogromna. Ucieklibyśmy do domu i jednym ruchem zamykania klamki odcięli od tego wszystkiego.
Raz, też byłoby tak, że poszlibyśmy na grzyby. Oczywiście z naszym psem, który gdzies tam niedaleko nas gonilby za jakimiś ptactwem. Mielibyśmy takie wiklinowe kosze. Nie jakieś wiadra z plastiku! Wiklinowe kosze! Byłaby piękna pogoda. Wcale nie gorąco, ale słonecznie, zza resztki tych jesiennych liści które by zostały na drzewach. Chroniłyby nasze oczy przed tym jednak ostrym światłem. W takim półcieniu zbieralibyśmy nie tylko grzyby, ale całe runo leśne. Jagody, dzikie maliny... Poplamiłabyś sobie swoją ulubioną, flanelową koszulę.

Znaleźlibyśmy też poroże. Jakbyśmy wrócili do domu, to ty poszłabyś zaparzyć herbaty, a ja bym poszedł do takiego przydomowego warsztatu. Takiego z bali drewnianych, zresztą jak i nasz dom. Zrobiłbym podstawkę pod to poroże. Zawiesilibyśmy je później na ścianie, przy herbacie.

Siedzielibyśmy tak. Zmęczeni odrobinę. I pies by już zdążył wrócić. Położyłby się przy nas i tak zasnęlibyśmy na chwilę, żeby odpocząć. Ja bym się obudził trochę wcześniej. Ciebie bym nie budził. Wyczyściłbym grzyby w tym czasie. Później byś wstała, marynowalibyśmy je... Na nitki kapelusze nawlekali do suszenia. Na stole, w kuchni, postawiłabyś flakon. Flakon z liśćmi jesiennymi... Nie spalibyśmy do rana. Tylko księżyc i gwiazdy...

1 komentarz:

  1. Niech Cię szlag, Człowieku. Przeczytać coś takiego gdy jest się samotną, sfrustrowaną seksualnie i nieszczęśliwą jak bura suka...

    OdpowiedzUsuń