Zdziwiło mnie, że zakręcenie butelki wcale nie spowodowało zaprzestania kapania wody z kranu. Mały palec ześlizgiwał się po etykiecie, kiedy nagle coś rozbłysło po prawej stronie. Nie wiem tylko czyjej. Kabina wydawała się jęczeć, ale już bez jakiejkolwiek nadziei.
Pod ręcznikiem nagle zrobiło się tak ciepło, że nie musiałem się już stamtąd ruszać. Nie powinienem był tu w ogóle przychodzić, a teraz w dodatku należało by wyjść jak najszybciej.
Czy da się to ubrać w jakiś kształt? Zamienić przedmioty rolami na słowo? Zapomniałem już ich wachlarz. Czary mary, siedem w przód, dwa po skosie. Nie ma nadziei najmniejszej na zmianę.
To tak jak z Bobem. Tak się zamykał i wkładał, że się w końcu skończył. Czy miał do tego prawo? Cel miał? Boba i tak nie ma.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz