W pociągu. Pani ciągnie pana, pan panią. Wszystkie fotele poobdzierane, kible zatkane. Nie znają się jeszcze za dobrze. I toczy się to po tych starych szynach, zatrzymując się co chwilę. Ona daje jemu, on nie odmawia. Albo za ciepło, albo za gorąco. Zamykają się dopiero po otwarciu. Na nogach szybciej bym doszedł niż tym składem. Wszystko się kończy pani skończy pana, a pan... Dworce też nie robią wrażenia, byle wsiąść do następnego pociągu i zębów nie zgubić. Pani ciągnie pana, pan się zaciąga. Koleje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz