Było tak smutno, że w oknach sąsiedniego bloku, nie skończonego jeszcze, widać było rzygające betonem ptaki, wszystkie kafki wróble kanarki. Całe miasto wydalało z siebie tony szarej masy, a ta zastygając na mnie, paraliżowała każdy mój ruch. Czekałem na spotkanie, które musiało nadejść, a czas nieznośnie odwlekał tą chwile, oby tak do wieczność.
Czułem, że przyjdzie z ziarnem piasku schowanym za plecami, które roztrzaska mnie w drobny mak. Rzuci w najmniej spodziewanej chwili.
Szumi wszystko dookoła, pompy, radia, szpachle, zacierają nierówności, każdy chce gładką dupę mieć. Nie zostanę tu, nie mogę, nie chce. Musze spuścić powietrze z materaca, nie pale, za dużo.
Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że drugi raz tu zostaje, wydaje się, że już na zawsze. Zapomniałem iść spać. Zasnąłem.
Uciekłem, przestraszyłem się. Ale już po. Musiałem wstać, przyjąć to na klate. Ona nie ma sumienia, łapałem wszystkie sznurki, ale są za daleko. Przecież to nie zdrowe. Galerianki przy tym to cnotki. 22 lata, kamienica, beta, nie jestem kurwą.
Wypiłam 4 piwa, whisky, no i wóde. Wypiłam z nimi, poszłam do frantika, byłam już troche cyknieta, menadzer chciał mnie przejebać. Wszyscy namawiali mnie na seks. Dobrze ze złapał butelke.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz