Jest czasem taki stan. Że oczy. Że powieki są opuszczone do połowy oczu. Że to wszystko nabiera dziwnej harmonii. Nie faluje, ale jest na swoim miejscu. Kiedy nawet coś swędzi to nie trzeba drapać. Jest tyle czasu, że spokojnie można poczekać aż przestanie.
To nie jest mój stan. Ale słyszałem o nim. Przyzwyczaiłem się. I inaczej nie umiem żyć. To nie jest moje, nie chce tego. Ale to dostałem. To jak stare buty. Przemakają już. Nie grzeją. Ale chodzimy, bo inne się nie sprawdzają. Obcierają. Czasem, nawet z tymi pęcherzami zaprowadzą nas tam gdzie najpiekniej – te nowe. Ale co z tego skoro w raju nie umiemy żyć?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz