Bzzzz

Wsiadam do buta.
Lecę. To wszystko pode mną.
Ląduję na środku pustyni.
Z uszu wysypuje się piasek. Zajadam go.
Nie zgrzyta między zębami, jest miękki.
Kocham cię. Tak sobie mówię.
Zabijam pająka. Nie, nie, nie.
Do zobaczenia na ulicy.
Tak wysoki sądzie. To ja wepchnąłem ją pod tramwaj.
Dlaczego? A dlaczego się oddycha?
Następny proszę.
Padam na twarz. Proszę. Szarpie się.
Zabiera mnie, mnie też. Zapomnijcie

To koniec. Za parę lat. Jak Jim Jimi i Janis.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz