Szpara. W czasie i przestrzeni. Przechodzę na drugą stronę lustra. Śmierdzi trupem. Gaszę papierosa, zbieram maki. Pije krew. Tłukę szklankę wspomnień.
Szkło wchodzi powoli, bardzo powoli, pod paznokieć. Zarasta. Na żyły nie działa, bo trzeba w wodzie. Krzepnie.
Na palcu wyrasta kieliszek z rurką szklaną. Tłukę na nowo o ziemie.
Jezus z krzyża schodzi, kropelką krwi skleja. Podaje i mówi: Będzie błogosławione imię moje.
Zabijam go. Nie będzie. Wolność tracę. Nie mam już kogo zabijać.
Wracam. Tłukę lustro. Zapomniałem o makach... Nie będzie ani boga, ani życia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz