W muszli wyprostowanej jak struna, z szumem lekkości na uszach. Bez obciążenia w butach, bez skał na skroniach. Normalnie, choć pusto w chwilach bez nie-ja.
Nie-ja określa, ale nie stabilizuje. W chaosie dźwięków z zerwana struną. Pod zimną kołdrą i z własnym horyzontem. Ta cisza i spokój. I po co to wszystko. Skoro swojego ma się tylko...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz