Po łydce cię poznałem.

Po łydce cię poznałem. Swoje imię na niej zostawiłem. Niedwuznacznie podkreślone. Tam gdzie udo kończy drogę te dwie linie pociągnąłem. Zostawiłem tam w sekrecie „dobry wieczór” pani w szarym. Nic nie więcej, tylko linie.

Nie zmieniłaś barwy ciała. Drogi tamtych łez spokoju. Zapomniałem się zapytać, czy tam można cię dotykać? Noga, brzuch i obie ręce nie zastygły lecz ugrzęzły.

Nie popatrzysz już z tym blaskiem, nie zatopisz swymi włosy. Odwróciłaś się plecami. Tam też można cię dotykać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz