A więc siedzę na tej łące. Czuje jak spodnie namakają mi rosą po deszczu. Nie szkodzi, bo tęcz na niebie suszy wszystko w mgnieniu oka. A trwa to i trwa. Przyjemnie. Kładę się na brzuchu, czuję jak trawa delikatnie kłuje, drapie nawet od czasu do czasu. Nie ma nikogo. Ptaki tylko budzą się z popołudniowej drzemki.
Ale,ale. Coś mi chodzi po nodze. Niee. Nieeee. Skąd to ścierwo się tu wzięło. Niee. To nie ta bajka!
Uff. Zgniotłem. Pogrzebałem wycierając palec o liść babki. Z tymi mrówkami już nie można wytrzymać. Do dupy człowiekowi by weszły, gdyby tak zwieracze zawiodły. Mamma mia!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz